Kiedy plantator truskawek, malin i jeżyn powinien „pożegnać” się z gruntem? I czy uprawa bezglebowa rzeczywiście uwalnia od wszystkich problemów, które zna z pola? Na te pytania w pierwszym odcinku cyklu „Z gleby w kokos” odpowiada Adam Borzęcki, współwłaściciel Stacji Badawczo-Rozwojowej firmy Boryna w Starych Olszynach, który od pięciu lat prowadzi produkcję jagodowych w podłożu kokosowym pod tunelami. Rozmowa dotyczy decyzji, która poprzedza każdą inwestycję w rynny, pojemniki i podłoże, czy gospodarstwo i sam plantator są na tę zmianę gotowi?
Cykl „Z gleby w kokos” to seria rozmów Doradcy Jagodowego z praktykami, doradcami i plantatorami, którzy prowadzą uprawy bezglebowe truskawki, maliny i jeżyny. Kierujemy go do plantatorów, którzy rozważają wejście w tę technologię i chcą wiedzieć, co ich czeka, zanim podpiszą pierwszą fakturę. Nowe zagadnienie publikujemy co każdą środę i sobotę. Pierwszy odcinek nie dotyczy jeszcze pożywek, podłoży ani odmian, tylko pytania podstawowego, kiedy kokos ma sens i dla kogo.
Jak zaczęła się droga do kokosu? Dwie kwatery gruntowe, które nauczyły więcej niż udany sezon.
Pierwsze tunele w gospodarstwie Adama Borzęckiego stanęły na glebie, w dwóch lokalizacjach. Obie były stanowiskami posadowniczym, jedna kwatera po jabłoni, druga po wiśni. Już pierwszy sezon pokazał, że uprawa pod osłonami na takich stanowiskach niesie ryzyko, którego nie da się łatwo opanować, a dwa błędy popełnione na starcie przesądziły o dalszej drodze gospodarstwa.
Błąd pierwszy, tunel na glebie po sadzie bez odkażania i przygotowania.
Przed posadzeniem roślin nie wykonano odkażania gleby. Na kwaterze po jabłoni udało się jeszcze uzyskać plon, choć daleki od oczekiwań. Na kwaterze po wiśni rośliny zaczęły zamierać w trakcie sezonu i żadne działania naprawcze nie zatrzymały tego procesu. Stanowiska po wieloletnich nasadzeniach sadowniczych to klasyczny przypadek zmęczenia gleby, w którym nakładają się na siebie nagromadzone patogeny i nicienie glebowe oraz zaburzona mikroflora strefy korzeniowej. Pod tunelem, przy intensywnym prowadzeniu roślin, te problemy ujawniają się szybciej niż w polu.
Błąd drugi to maliny z long cane posadzony prosto w grunt.
Drugim błędem była produkcja maliny z sadzonek typu long cane posadzonych w glebie. Long cane to dwuletnie pędy maliny wyprowadzone w szkółce w pojemnikach i przechowywane w chłodni, przygotowane do owocowania w zaplanowanym terminie. Ten typ sadzonki projektuje się pod uprawę w podłożu, gdzie od pierwszego dnia kontrolujemy wodę i żywienie. Na zmęczonym stanowisku po wiśniach plantacja załamała się jeszcze przed zbiorem.
Ta plantacja tak nam zaczęła lecieć, że nic nie mogliśmy zrobić. Jak przychodziło do owocowania, to my tam nie zbieraliśmy, tylko wycinaliśmy krzaki. To nam pokazało, że przy naszych glebach posadowniczych nie ma co się męczyć z glebą. Wchodzimy w bezglebówkę.
Adam Borzęcki, Boryna
Decyzja o przejściu na kokos zapadła więc praktycznie po pierwszym sezonie. Warto ją czytać we właściwym kontekście, nie wynikała z mody na uprawy bezglebowe, tylko z twardego wyniku na konkretnych stanowiskach, na których odkażanie i płodozmian nie dawały realnej szansy na powrót do opłacalnej produkcji w gruncie.

Kiedy plantator gruntowy powinien przejść na kokos? Decyduje wynik, a nie moda.
To jedno z najczęstszych pytań, jakie zadają nam doświadczeni plantatorzy truskawek, malin i jeżyn. Odpowiedź Adama Borzęckiego nie zawiera magicznej liczby lat ani progu plonu. Moment przejścia pokazuje sama plantacja, a kryterium jest ekonomiczne.
Dopóki gleba daje wynik, zostań w gruncie.
Jeśli gospodarstwo osiąga dobre wyniki w glebie, potrafi nad nią zapanować i dobrało odmiany, które na jego stanowiskach plonują, nie ma powodu tego zmieniać. Uprawa bezglebowa to wyzwanie produkcyjne i organizacyjne, więc zmiana dla samej zmiany nie ma sensu. Przejście na kokos staje się koniecznością dopiero wtedy, gdy uprawa gruntowa przestaje się spinać ekonomicznie. Tunelu nikt nie będzie przestawiał co kilka lat, a ziemi pod nowe nasadzenia w większości gospodarstw brakuje, więc naturalnym krokiem jest odejście od gleby w obrębie tej samej konstrukcji.
Kokos to inna organizacja pracy, nie tylko inne podłoże.
Wielu plantatorów traktuje przejście na podłoże jak zmianę techniczną, zamiast zagonu rynna, zamiast gleby mata albo pojemnik. Adam Borzęcki zwraca uwagę, że prawdziwa zmiana zachodzi w głowie plantatora i w sposobie prowadzenia całego gospodarstwa.
Mimo że pracujemy z tymi samymi roślinami i zasady są przecież te same, mentalność plantatora musi się bardzo zmienić. Sama organizacja pracy gospodarstwa też. Psychika plantatora musi dojrzeć do kokosu, do tego, że zmienimy całkowicie systematykę pracy, a pracy technicznej będzie dużo więcej.
Adam Borzęcki, Boryna
W praktyce ta praca techniczna to codzienna kontrola nawodnienia i drenażu, pomiary odczynu i przewodności pożywki, pilnowanie stacji nawozowej i czujników oraz szybka reakcja na każde odchylenie. W gruncie wiele z tych czynności można odłożyć o dzień czy dwa. W podłożu taki komfort znika.
Sterowanie terminem zbioru, argument dla większych gospodarstw.
Jest jeszcze drugi powód, dla którego kokos powinien pojawić się w większych gospodarstwach, nawet jeśli w glebie radzą sobie bardzo dobrze. W gruncie malina owocuje w terminach naturalnych dla danej odmiany. Doborem odmian można ten termin przesuwać, ale nie da się wyjść z produkcją w lukę między zbiorami. Do tego potrzebny jest long cane, a long cane oznacza profesjonalną produkcję w podłożu.
Do tej pory może nie było to tak potrzebne, bo maliny przez cały rok było nieźle. Ale przy wzrostach produkcji, jakie nam się szykują, jak patrzymy na nowe inwestycje w okolicach Czerwińska, w Grójeckiem i w innych regionach, i na ilość maliny, która będzie w tradycyjnych terminach, w te okienka podażowe tym bardziej trzeba będzie uciekać.
Adam Borzęcki, Boryna
Dla gospodarstwa, które sprzedaje dużą ilość owoców, przeniesienie części powierzchni do podłoża jest więc nie tyle ucieczką od problemów glebowych, ile narzędziem handlowym. Pozwala dostarczać owoce wtedy, gdy podaż z upraw gruntowych spada, a odbiorcy szukają towaru.
Inwestor spoza branży, dlaczego uprawa bezglebowa nie jest inwestycją pasywną?
W ostatnich latach coraz częściej odbieramy telefony i maile od przedsiębiorców, którzy prowadzą dochodowe firmy w zupełnie innych branżach i chcą zainwestować w jagodowe pod osłonami. Zapytaliśmy Adama Borzęckiego, na jakie pytania taki inwestor musi sobie odpowiedzieć, zanim podejmie decyzję.
Pierwsze pytanie: czy zaangażujesz się w stu procentach?
Produkcja jagodowa, a bezglebowa w szczególności, to nie jest inwestycja pasywna, w którą wyłożymy pieniądze i będziemy patrzyli, jak one nam pracują. Musimy się w to zaangażować w stu procentach. Jeżeli mamy inne biznesy, których musimy pilnować, to odpuściłbym inwestowanie w jagodówkę jako dodatek.
Adam Borzęcki, Boryna
Jeśli ktoś szuka miejsca, w którym kapitał będzie spokojnie pracował, ma do wyboru nieruchomości, udziały w firmach czy inne aktywa finansowe. Uprawa jagodowych pod osłonami wymaga ułożenia w jedną działającą całość wielu elementów jednocześnie, produkcji, ludzi do pracy, nawadniania i żywienia, ochrony biologicznej i chemicznej oraz sprzedaży owoców. Każdy z tych elementów może zawieść, a każdy wymaga osoby, która codziennie podejmuje decyzje. Ma to sens wtedy, gdy inwestor rezygnuje z innych zajęć i przechodzi w jagodówkę na pełen etat, z gotowością do nauki i popełniania błędów, które czekają każdego plantatora.
Komu Adam Borzęcki definitywnie odradza wejście w kokos?
Odpowiedź jest jednoznaczna, wszystkim, którzy chcą traktować uprawę bezglebową jako dodatkowe zajęcie. Typowy przykład to właściciel firmy transportowej czy innego biznesu, który słyszał, że w truskawkach jest dobrze, i postanawia postawić dodatkowo tunel. To nie jest biznes, który kręci się sam. Zatrudnienie specjalistów do prowadzenia produkcji też nie rozwiązuje problemu, bo ich wynagrodzenie zjada zysk. Jak mówi Adam Borzęcki, w takim układzie nie ma dobrego rozwiązania.
Milion złotych na start i cztery do pięciu lat amortyzacji
Ważnym tłem tej rozmowy jest zmiana rynku. Pięć, sześć lat temu, gdy Adam Borzęcki zaczynał produkcję w kokosie, rynek wybaczał wiele błędów. Rentowność była na tyle wysoka, że nawet sezony z poważnymi wpadkami pozwalały wyjść na zero. Dziś według jego szacunku inwestycja w truskawkę na rynnach pod tunelem, zaczynana od podstaw, to wydatek rzędu miliona złotych, a okres jej amortyzacji to około czterech do pięciu lat.
Rentowność upraw bezglebowych zbliżyła się więc do typowej dla większości biznesów, ale poziom ryzyka i wymaganego zaangażowania pozostał znacznie wyższy. Szczegółowo ekonomię takiej inwestycji, z rozbiciem na koszty i scenariusze, omówimy w osobnych odcinkach cyklu.
Pracujemy nie w fabryce, która nam coś produkuje, tylko z żywym organizmem, w żywym systemie i w środowisku zmiennym i coraz trudniejszym.
Adam Borzęcki, Boryna
Co uprawa bezglebowa rozwiązuje, a czego nie rozwiąże?
Systemy bezglebowe bywają przedstawiane jako ucieczka od wszystkich bolączek uprawy gruntowej. Adam Borzęcki potwierdza tę tezę tylko częściowo. Kokos zdejmuje z plantatora problemy glebowe, ale w ich miejsce stawia nowe, a część zagrożeń pozostaje dokładnie taka sama jak w polu.
Choroby i szkodniki glebowe przestają być głównym problemem.
Według doświadczeń Adama Borzęckiego choroby odglebowe i szkodniki glebowe po przejściu na podłoże praktycznie zniknęły z listy problemów gospodarstwa. To największa i najbardziej odczuwalna korzyść, zwłaszcza dla plantatorów, którzy, jak on, pracowali wcześniej na zmęczonych stanowiskach posadowniczych.
Ważna uwaga: odejście od gleby nie oznacza pełnej ochrony przed patogenami korzeniowymi. Gatunki z rodzaju Phytophthora, w tym Phytophthora cactorum na truskawce i Phytophthora rubi na malinie, mogą trafić do podłoża z zainfekowanymi sadzonkami albo z wodą z otwartych zbiorników. Dlatego zdrowotność materiału szkółkarskiego, czystość podłoża i jakość wody pozostają w uprawie bezglebowej podstawą profilaktyki.
Przędziorek, mączniak i szara pleśń zostają na miejscu.
Uprawa w podłożu nie ograniczy presji przędziorka, mączniaka prawdziwego ani szarej pleśni. Będą one na podobnym poziomie jak w uprawie gruntowej pod osłonami, więc program ochrony fungicydowej i akarycydowej trzeba budować tak samo starannie. Pewną przewagę daje możliwość precyzyjnego sterowania nawadnianiem, która pomaga ograniczyć problemy związane z nadmiarem wilgoci, ale nie zastępuje zabiegów.
Zarządzanie wodą to zagrożenie numer jeden w kokosie.
Najważniejszym nowym wyzwaniem jest gospodarka wodna. Ograniczona objętość podłoża w rynnie czy pojemniku nie daje roślinie zapasu, jaki zapewnia profil glebowy, i to właśnie zarządzanie wodą Adam Borzęcki wskazuje jako trudniejsze od walki z przędziorkiem czy mączniakiem.
Gleba dużo wybacza błędów technicznych. Ma swoje patogeny i swoje problemy, natomiast ma duży bufor i łatwiej jest w niej zarządzać nawodnieniem. W doniczkach takie błędy od razu odbijają się na plonie.
Adam Borzęcki, Boryna
W rozmowie pada przykład, który dobrze oddaje skalę ryzyka, pół dnia awarii nawadniania w uprawie bezglebowej może kosztować całą plantację, podczas gdy w gruncie bufor glebowy pozwala przetrwać taką sytuację bez strat. Dlatego w gospodarstwach bezglebowych zabezpieczenie zasilania i pomp, alarmy awarii oraz codzienna kontrola drenażu nie są dodatkiem, tylko elementem podstawowej infrastruktury.
Roślina rozpędzona w idealnych warunkach mocniej odczuwa każdy błąd.
Cała idea produkcji bezglebowej opiera się na tym, by przez cały sezon zapewniać roślinie optymalne warunki, bez stresów. Roślina odwdzięcza się wtedy wyższym i wcześniejszym plonem. Ma to jednak drugą stronę, roślina prowadzona w takich warunkach jest mniej zahartowana i reaguje znacznie gwałtowniej, gdy nagle czegoś zabraknie.
Dobrym przykładem jest odczyn pożywki. W glebie straty plonu z powodu niewłaściwego pH zdarzają się rzadko, bo choć warunki nigdy nie są idealne, roślina ma możliwość obrony. W kokosie wystarczy, że sondy pH się rozkalibrują i przez pewien czas do roślin trafia pożywka o złym odczynie. Skutek jest natychmiastowy, a w rozmowie pada wprost słowo katastrofa. Regularna kalibracja sond i ręczny pomiar kontrolny pH oraz EC pożywki i drenażu to najtańsze ubezpieczenie przed takim scenariuszem.
Dlaczego zasada pierwszego roku nie działa w uprawie bezglebowej?
Wśród plantatorów krąży przekonanie, że pierwszy rok na nowym stanowisku zawsze się udaje. Część osób rozważających kokos zakłada, że tak samo będzie w podłożu, i traktuje pierwszy sezon jako bezpieczny test technologii. Adam Borzęcki wyprowadza ich z błędu.
W gruncie start z premią, w kokosie start najtrudniejszy.
Nie ma zasady pierwszego roku w uprawach bezglebowych. Jest wręcz odwrotnie. Początek będzie najtrudniejszy, a każdy nowy rok będzie trochę łatwiejszy.
Adam Borzęcki, Boryna
W glebie świeże stanowisko daje premię na start, niezmęczona gleba i brak nagromadzonych patogenów sprawiają, że w pierwszym roku rośliny rosną niemal same. W kokosie zależność jest odwrotna. Rośliny będą rosły dobrze, ale dopiero wtedy, gdy plantator opanuje nawadnianie, żywienie i całą technikę produkcji. Bezbłędny pierwszy sezon w podłożu udaje się tylko najlepszym plantatorom, którzy czują rośliny i praktycznie żyją w tunelu.
Ja takim plantatorem nie byłem. Bardzo dużo tych błędów musiałem zrobić, żeby się nauczyć.
Adam Borzęcki, Boryna
Ile obecności w tunelu wymaga pierwszy sezon?
Osoba wchodząca w uprawę bezglebową musi się nastawić na to, że przez pierwsze sezony jest w tunelu codziennie. Na noc może wracać do domu, ale w dzień to tunel jest miejscem pracy, a nie gabinet czy samochód. Nauka też się nie kończy, po pięciu latach Adam Borzęcki mówi wprost, że wciąż się uczy, bo każdy sezon przynosi nowe problemy i nowe wyzwania.
O czym będziemy rozmawiać w kolejnych odcinkach cyklu „Z gleby w kokos”?
Pierwszy odcinek ustawia ramy całego cyklu, zanim zaczniemy rozmawiać o pożywkach, podłożach i odmianach, plantator musi uczciwie odpowiedzieć sobie na pytanie, czy jego gospodarstwo i on sam są gotowi na inny sposób pracy. W kolejnych tygodniach wrócimy do Adama Borzęckiego z bardziej szczegółowymi pytaniami, a do rozmów dołączą doradcy i wiodący plantatorzy prowadzący uprawy bezglebowe. W planie cyklu są między innymi ekonomia inwestycji, zakładanie plantacji i dobór sadzonek, odmiany, żywienie i biostymulacja oraz codzienna pielęgnacja upraw w podłożu.
Jeśli macie pytania do naszych rozmówców, dzwońcie i piszcie. Będziemy je zbierać i dopytywać o szczegóły w kolejnych nagraniach.
Podsumowanie
- Dopóki uprawa gruntowa daje dobry wynik ekonomiczny, a plantator panuje nad glebą i ma dobrane odmiany, nie ma powodu przechodzić na kokos.
- Sygnałem do zmiany jest moment, w którym produkcja w glebie przestaje się spinać ekonomicznie, a tunelu nie da się przestawić na świeże stanowisko.
- Na stanowiskach posadowniczych bez odkażania gleby uprawa pod osłonami jest obarczona dużym ryzykiem, co gospodarstwo Adama Borzęckiego sprawdziło na własnych kwaterach.
- Long cane to sadzonka przeznaczona do produkcji w podłożu. Posadzenie jej w gruncie na zmęczonym stanowisku skończyło się wycinaniem roślin przed zbiorem.
- Większe gospodarstwa powinny rozważyć przeniesienie części powierzchni do podłoża, by sterować terminem zbioru maliny i trafiać w luki podażowe, nawet jeśli w gruncie radzą sobie dobrze.
- Uprawa bezglebowa nie jest inwestycją pasywną ani dodatkowym biznesem. Wymaga pełnego zaangażowania właściciela, a zatrudnienie specjalistów do jej prowadzenia zjada zysk.
- Inwestycja w truskawkę na rynnach pod tunelem od podstaw to według szacunku Adama Borzęckiego około miliona złotych przy amortyzacji w ciągu czterech do pięciu lat.
- Kokos praktycznie eliminuje choroby i szkodniki glebowe, ale nie zwalnia z kontroli zdrowotności sadzonek i jakości wody.
- Przędziorek, mączniak prawdziwy i szara pleśń pozostają na podobnym poziomie jak w gruncie, więc program ochrony buduje się z tą samą starannością.
- Najważniejszym nowym ryzykiem jest gospodarka wodna. Pół dnia awarii nawadniania może kosztować plantację, dlatego zabezpieczenie zasilania, alarmy i codzienna kontrola drenażu to podstawa.
- Rozkalibrowana sonda pH może w krótkim czasie wyrządzić poważne straty. Regularna kalibracja i ręczne pomiary kontrolne pH oraz EC to obowiązek, nie opcja.
- W uprawie bezglebowej nie działa zasada pierwszego roku. Najtrudniejszy jest start, a każdy kolejny sezon jest łatwiejszy, pod warunkiem codziennej obecności w tunelu.
Najczęściej zadawane pytania
Kiedy warto przejść z uprawy gruntowej na uprawę w kokosie?
Wtedy, gdy uprawa w glebie przestaje być opłacalna, a nie wcześniej. Jeśli plantacja gruntowa daje dobre wyniki, a plantator panuje nad stanowiskiem i dobrał odpowiednie odmiany, zmiana technologii nie jest konieczna. Wyjątkiem są większe gospodarstwa, dla których część produkcji w podłożu jest sposobem na sterowanie terminem zbioru.
Czy uprawa bezglebowa eliminuje choroby i szkodniki?
Eliminuje praktycznie choroby i szkodniki glebowe, co jest jej największą zaletą. Nie ogranicza natomiast przędziorka, mączniaka prawdziwego ani szarej pleśni, które występują na podobnym poziomie jak w gruncie. Patogeny korzeniowe, takie jak Phytophthora, mogą też trafić do podłoża z zainfekowanymi sadzonkami lub wodą.
Czy w kokosie pierwszy rok jest łatwiejszy niż w glebie?
Nie, jest odwrotnie. W glebie świeże stanowisko daje premię na start, a w podłożu pierwszy sezon jest najtrudniejszy, bo plantator dopiero uczy się nawadniania, żywienia i obsługi systemu. Każdy kolejny rok jest łatwiejszy.
Ile kosztuje założenie uprawy bezglebowej truskawki pod tunelem?
Według szacunku Adama Borzęckiego inwestycja w truskawkę na rynnach pod tunelem zaczynana od podstaw to około miliona złotych, a okres amortyzacji to około czterech do pięciu lat. Szczegółowe wyliczenia kosztów omówimy w osobnych odcinkach cyklu „Z gleby w kokos”.
Czy uprawę bezglebową można prowadzić jako dodatkowy biznes?
Adam Borzęcki zdecydowanie to odradza. Uprawa bezglebowa wymaga codziennej obecności i decyzji właściciela, a wynajęcie specjalistów do prowadzenia produkcji zjada zysk. Ma sens wtedy, gdy inwestor przechodzi w jagodówkę na pełen etat.
Jakie jest największe ryzyko techniczne w uprawie w podłożu?
Gospodarka wodna i odczyn pożywki. Podłoże nie ma buforu gleby, więc awaria nawadniania trwająca pół dnia albo rozkalibrowane sondy pH mogą szybko przełożyć się na straty. Dlatego potrzebne są:
- zabezpieczenie zasilania i pomp oraz alarmy awarii,
- codzienna kontrola drenażu,
- regularna kalibracja sond i ręczne pomiary kontrolne pH oraz EC.
Opracowanie, zdjęcia i postprodukcja: Albert Zwierzyński, Doradca Jagodowy, 21 październik 2026



