Kontakt:      mail. z.jarosz@doradcajagodowy.pl                tel. +48 500 453 102

Od jakiego gatunku zacząć uprawę bezglebową i ile hektarów to minimum? Truskawka, malina czy jeżyna w kokosie? Adam Borzęcki | Z gleby w kokos, odc. 2

Truskawka, malina czy jeżyna? I czy na naukę uprawy bezglebowej wystarczy dwadzieścia arów? Te dwa pytania padają niemal w każdej rozmowie z plantatorem, który rozważa wejście w kokos. W drugim odcinku cyklu „Z gleby w kokos”, nagranym w Stacji Badawczo-Rozwojowej firmy Boryna, dr hab. Zbigniew Jarosz zadaje je Adamowi Borzęckiemu, współwłaścicielowi stacji. Rozmowa dotyczy wyboru gatunku, minimalnej skali inwestycji, prowadzenia dwóch upraw w jednym tunelu oraz tego, od czego zależy cała inwestycja, kto zbierze owoce i gdzie je sprzedać.

W pierwszym odcinku Adam Borzęcki mówił o tym, kiedy przejść z gleby w kokos i komu tę technologię odradza. Teraz schodzimy poziom niżej, do decyzji, które zapadają przy planowaniu pierwszej kwatery w podłożu. To decyzje trudne do odwrócenia, bo po zakupie stacji nawozowej, rynien i podłoża zmiana gatunku czy skali kosztuje już realne pieniądze.

Który gatunek daje największą premię za uprawę bezglebową? Truskawka wciąż prowadzi, ale co z maliną czy jeżyną?

Pytanie o gatunek na start Zbigniew Jarosz nazwał pytaniem za sto punktów, bo zadaje je każdy, kto dzwoni w sprawie uprawy bezglebowej. Adam Borzęcki zaczyna od zastrzeżenia, gospodarstwa w praktyce nie wybierają gatunku z czystej kartki, tylko kontynuują to, z czego wyrosły. Jeśli jednak porównać efekt przejścia z gleby do podłoża w każdym z gatunków, odpowiedź jest jednoznaczna.

Truskawka w gruncie i truskawka w kokosie to dwa różne światy.

Największą premię za produkcję bezglebową daje nam wciąż truskawka. Jak porównam produkcję truskawki w glebie i produkcję bez gleby, to tu jest największa różnica. Ja dzisiaj już sobie nie wyobrażam produkcji truskawki w gruncie.

Adam Borzęcki, Boryna

Adam Borzęcki idzie dalej. Gdyby znajomy zapytał go, czy posadzić w tunelu bezpośrednio w ziemi Hademara, odmianę powtarzającą owocowanie, odpowiedziałby wprost, daruj sobie. Inaczej ocenia malinę i jeżynę. Na dobrym stanowisku w gruncie można w tych gatunkach uzyskać wynik zbliżony do wyniku z podłoża, natomiast w truskawce, jak mówi, to inny świat.

Z praktyki doradczej dodajmy, skąd bierze się ta różnica. W tunelu na glebie truskawka szybko napotyka problemy zmęczenia stanowiska i chorób odglebowych, o których była mowa w pierwszym odcinku. W podłożu dochodzi do tego zmiana organizacji pracy, rynny podwieszone lub ustawione na stelażach pozwalają zbierać owoce wyżej, co podnosi wydajność zbioru i ogranicza zabrudzenie owoców.

Największa premia, ale i największe ryzyko rynkowe to truskawka na rynnach.

Premia za podłoże nie oznacza, że Adam Borzęcki namawia wszystkich na truskawkę w kokosie. Uważa, że to właśnie rynek truskawki najłatwiej będzie załamać. Jeśli produkcja bezglebowa nadal będzie rosła tak szybko jak dotychczas, owoców może po prostu zrobić się za dużo. Zbigniew Jarosz przypomniał w rozmowie, że w sierpniu tego roku zbyt truskawki już się zachwiał.

Jeden gatunek czy trzy na raz? Jak podzielić pierwszy areał w kokosie?

Na pierwszym hektarze nie ma miejsca na rozdrabnianie.

Plantator, który zaczyna od jednego hektara, nie powinien dzielić go na trzy gatunki. To zbyt mała powierzchnia, żeby prowadzić trzy technologie, trzy programy żywienia i trzy kanały sprzedaży. Przy pięciu hektarach Adam Borzęcki zalecałby odwrotnie, czyli podział na gatunki. Taki podział rozkłada ryzyko rynkowe i terminy zbioru. Zastrzega przy tym, że każde gospodarstwo trzeba ocenić indywidualnie.

Naturalna droga to grunt, komputer, podłoże, rynny lub doniczki.

Najczęstszy scenariusz w polskich gospodarstwach jagodowych to wzrost organiczny. Plantator najpierw rozwija produkcję w gruncie, potem inwestuje w komputer do fertygacji, a dopiero na końcu przechodzi do podłoża. Sytuacja, w której ktoś z dnia na dzień wchodzi w bezglebówkę i wybiera gatunek z listy, zdarza się rzadko.

Jeżeli pracuję w truskawkach, to naturalnie truskawka będzie mi łatwiejsza, żeby zacząć. Nie wejdę nagle w jeżynę, bo co zrobię z owocem?

Adam Borzęcki, Boryna

Gospodarstwo, które ma już ułożony zbyt na dany gatunek, ma w nim też ludzi i wiedzę. Plantator maliny i jeżyny powinien z kolei dobrze przeanalizować, czy truskawka jest mu rzeczywiście potrzebna. To nowy typ produkcji, nowa nauka i owoc, który często sprzedaje się w innych kanałach dystrybucji. Dla wielu takich gospodarstw dołożenie truskawki bardziej skomplikuje pracę, niż poprawi wynik.

Ile arów na start? Dlaczego dwadzieścia arów bezglebówki to za mało?

W rozmowach z początkującymi plantatorami często pada propozycja, zacznę od dziesięciu, dwudziestu arów albo od pół hektara, żeby się nauczyć. Zbigniew Jarosz zapytał wprost, czy dziesięć lub dwadzieścia arów ma sens i czy ktokolwiek potraktuje takiego producenta poważnie jako dostawcę. Odpowiedź Adama Borzęckiego jest krótka, na pewno za mało.

Skala sprzedaży, pół hektara to minimum.

Dwadzieścia arów nie daje partii owoców, z którą można sensownie wyjść do odbiorcy. Problemem jest nawet sama logistyka, bo trudno uzasadnić regularny transport tak małych ilości. Za minimum Adam Borzęcki uznaje pół hektara. Wyjątkiem jest gospodarstwo, które sprzedaje owoce we własnych punktach detalicznych, bo ono zagospodaruje nawet dwadzieścia arów.

Stacja nawozowa za 250 tysięcy złotych na dwudziestu arach się nie zamortyzuje.

Ważniejszy od sprzedaży jest jednak rachunek inwestycyjny. Uprawa bezglebowa wymaga stacji nawozowej z komputerem sterującym fertygacją, a koszt tego elementu w niewielkim stopniu zależy od tego, czy obsługuje on dwadzieścia arów, czy hektar.

Jeżeli robimy bezglebówkę, musimy wydać dwieście pięćdziesiąt tysięcy na mikser, na komputer. Jak on będzie pracował na dwudziestu arach, to ile to się będzie nam amortyzowało?

Adam Borzęcki, Boryna

Kwota jest orientacyjna, ale rząd wielkości wystarcza, żeby zobaczyć problem. Ten sam wydatek rozłożony na dwadzieścia arów zamiast na hektar oznacza pięciokrotnie wyższy koszt stacji w przeliczeniu na każdy ar uprawy. Adam Borzęcki przyznaje, że wiedza z pierwszego, mniejszego sezonu jest bezcenna i pozwala uniknąć kilku błędów nowicjusza na większej powierzchni w kolejnym roku. Jeśli jednak plantator ma się tej produkcji poświęcić, to jego zdaniem start powinien obejmować areał, który zapewni amortyzację, czyli raczej hektar niż kilkadziesiąt arów.

Który gatunek jest najłatwiejszy w kokosie? Najbardziej bolesne błędy będą na zarządzaniu nawodnieniem?

Plantatorzy spoza branży często szukają gatunku, który wybaczy im błędy pierwszego sezonu. Adam Borzęcki rozwiewa tę nadzieję. Żaden z trzech gatunków nie jest jego zdaniem łatwiejszy od pozostałych. Każdy ma swoje specyficzne problemy, ale wspólny mianownik jest jeden, gospodarka wodna prowadzona na plantacji.

Pilnowanie wody wszędzie jest tak samo ważne i to jest główny czynnik, który będzie rozkładał pierwsze plantacje. Najbardziej bolesne błędy będą na wodzie i te błędy będą zrobione równomiernie na truskawce, na malinie i na jeżynie. One tak samo będą bolesne.

Adam Borzęcki, Boryna

To spójne z tym, o czym Adam Borzęcki mówił w pierwszym odcinku, podłoże nie ma buforu gleby, więc pół dnia awarii nawadniania może kosztować plantację. Wybór gatunku tego ryzyka nie zmniejszy. Zmniejszyć je może tylko przygotowanie, sprawdzenie równomierności wydatku kroplowników przed sezonem, codzienny pomiar ilości, EC i pH drenażu oraz alarmy awarii pomp i zasilania.

Truskawka i malina pod jednym tunelem? Tylko w oddzielnych sekcjach wodnych i opryskowych.

Część plantatorów chce w jednym obiekcie tunelowym prowadzić dwa gatunki, na przykład truskawkę i malinę albo truskawkę i jeżynę. Technicznie jest to możliwe, ale pod dwoma warunkami. Pierwszy to oddzielne sekcje nawadniania i odrębne zarządzanie każdą z upraw. Drugi to fizyczna izolacja przy zabiegach ochrony roślin.

Pozostałości środków ochrony roślin to realne ryzyko.

Zbigniew Jarosz zwrócił uwagę na opryski, a Adam Borzęcki rozwinął ten wątek. Ciecz robocza zniesiona z truskawki na sąsiednią malinę może zostawić w owocach maliny pozostałości substancji, która w tej uprawie nie może się znaleźć. Rejestracje środków ochrony roślin różnią się między gatunkami, a odbiorcy sieciowi coraz dokładniej sprawdzają wyniki badań pozostałości. Jeden zabieg wykonany bez izolacji może zablokować sprzedaż całej partii.

Najlepiej bloki z jedną uprawą w jednym obiekcie.

Jeżeli plantator ma wybór, najprostszym rozwiązaniem są bloki tunelowe z jednym gatunkiem. Truskawka, malina i jeżyna potrzebują innej pożywki, innego rytmu nawadniania i innego programu ochrony, więc rozdzielenie ich na poziomie konstrukcji upraszcza każdą z tych decyzji. Jak padło w rozmowie, kluczem są oddzielne sekcje wody i oddzielne zarządzanie.

Gdzie sprzedać owoce z uprawy bezglebowej? Czy rynki hurtowe lub detaliczne to kierunek z założenia błędny?

O zbyt plantator powinien zapytać sam siebie przed zakupem pierwszej rynny, a nie po pierwszym zbiorze. Adam Borzęcki podkreśla, że każde gospodarstwo musi mieć własny pomysł na sprzedaż. Uniwersalnej odpowiedzi nie ma, ale są kierunki lepsze i gorsze.

Grupy producenckie w regionach skoncentrowanej produkcji owoców jagodowych.

W regionach o skoncentrowanej produkcji, takich jak okolice Czerwińska czy Grójca, naturalną odpowiedzią są grupy producenckie i spółki handlowe. Zbigniew Jarosz jako przykład podał Premium Berry, zaznaczając, że podobne grupy działają w rejonie grójeckim niemal w każdej wsi. Samodzielne wejście do sieci handlowych jest możliwe, ale dla początkującego gospodarstwa będzie trudne organizacyjnie i logistycznie.

Bronisze i rynki hurtowe.

Jeżeli mielibyśmy tę produkcję robić z myślą, że będziemy sprzedawali na Broniszach i na rynkach, to od razu mówię, że lepiej sobie odpuścić. Przy rosnącej produkcji i przy tendencjach, jakie mamy na rynkach handlowych, te rynki się kończą. Robienie większej ilości towaru z myślą, że będziemy go sprzedawali na rynkach, jest moim zdaniem z założenia błędne.

Adam Borzęcki, Boryna

Sprzedaż bezpośrednia w regionach oddalonych od zagłębi produkcji.

Zupełnie inaczej wygląda sprzedaż detaliczna organizowana przez samego plantatora. Jeśli gospodarstwo samo sprzeda owoce i uzyska za nie cenę detaliczną, uprawa bezglebowa może się bardzo dobrze bronić. W zagłębiach takich jak Czerwińsk czy Grójec ten model jest mało widoczny. W regionach oddalonych od głównych ośrodków produkcji działa jednak dobrze, a plantatorzy prowadzą tam udaną produkcję i potrafią ją dobrze sprzedać.

Brak ludzi i rosnąca podaż to największe zagrożenia dla upraw bezglebowych w najbliższych latach.

Brak rąk do pracy to problem największy i najtrudniejszy do rozwiązania.

Zapytany o perspektywę kilku najbliższych lat, Adam Borzęcki na pierwszym miejscu stawia brak ludzi do pracy. To według niego zagrożenie podwójne, największe pod względem skali i zarazem najtrudniejsze do rozwiązania. Technologię, odmiany i system nawadniania można kupić. Ludzi do zbioru w szczycie sezonu w ten sposób zapewnić się nie da.

Kto będzie zbierał nasze owoce?? Adam Borzęcki i Zbigniew Jarosz o zmianach w zatrudnianiu cudzoziemców od 22 sierpnia 2026 r. Jak zmiany wpłyną na dostępność pracowników sezonowych?

Więcej owoców na rynku oznacza trudniejszy zbyt.

Drugim zagrożeniem jest sama dynamika wzrostu produkcji. Dopóki owoców było mniej, jakoś się sprzedawały. Wraz ze wzrostem powierzchni owoców będzie więcej, a ich sprzedaż stanie się trudniejsza. Dotyczy to szczególnie standardowej produkcji w gruncie, na przykład Enrosadiry czy Sereny, odmian maliny owocujących na pędach tegorocznych, które w gruncie wchodzą w owocowanie w tym samym czasie u każdego plantatora.

Strategia gospodarstwa, owoc premium i piki zbioru w okienkach cenowych.

Gospodarstwo Adama Borzęckiego odpowiada na to w trzech krokach. Po pierwsze, chce w większym stopniu sterować terminem produkcji. Po drugie, stawia na odmiany dające owoc premium. Po trzecie, odchodzi od opierania wyniku na standardowej produkcji, która trafia na rynek w szczycie podaży.

Szukać tych momentów, w których da się zarobić, i wtedy mieć więcej towaru, a mniej towaru mieć wtedy, jak go wszyscy mają dużo. Wiadomo, że i tak musimy zachować ciągłość dla pracy i dla podaży. Chodzi o to, żeby mieć piki zbiorcze w momentach, kiedy cena będzie trochę lepsza.

Adam Borzęcki, Boryna

Zwróćmy uwagę na drugie zdanie tej wypowiedzi. Ucieczka w okienka cenowe nie oznacza rezygnacji z ciągłości zbioru. Gospodarstwo musi utrzymać pracę dla ludzi przez cały sezon i regularne dostawy dla odbiorców. Sterowanie produkcją polega więc na przesuwaniu szczytów zbioru, a nie na produkcji wyłącznie w lukach podażowych.

Do wszystkich, którzy planują wejść w uprawy bezglebowe, mam dwa podstawowe pytania: kto mi to zbierze oraz gdzie i za ile to sprzedam?

dr hab. Zbigniew Jarosz, prof. Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie

Jeśli macie pytania do naszych rozmówców, dzwońcie i piszcie. Telefony do ekspertów znajdziecie na planszy na końcu filmu. Pytania będziemy zbierać i dopytywać o szczegóły w kolejnych odcinkach cyklu.

 

Podsumowanie

  • Największą różnicę między uprawą w gruncie a w podłożu daje truskawka. Truskawki powtarzajacej w tunelu w gruncie Adam Borzęcki dziś już nie zaleca.
  • Malina i jeżyna na dobrym stanowisku w gruncie mogą dać wynik zbliżony do uprawy bezglebowej, więc dla nich przejście na kokos nie jest tak pilne.
  • Truskawka daje największą premię za podłoże, ale jej rynek najłatwiej załamać przy szybkim wzroście produkcji.
  • Na pierwszym hektarze nie dziel uprawy na trzy gatunki. Podział ma sens przy większym areale, na przykład pięciu hektarach.
  • Zaczynaj od gatunku, w którym masz już ludzi, wiedzę i ułożony zbyt. Nowy gatunek to nowa technologia i nowe kanały sprzedaży.
  • Dwadzieścia arów bezglebówki to za mało, żeby sensownie sprzedawać owoce. Minimum to pół hektara, chyba że sprzedajesz we własnych punktach.
  • Stacja nawozowa z komputerem to wydatek rzędu 250 tys. zł. Na dwudziestu arach obciąża każdy ar pięć razy mocniej niż na hektarze, więc start warto planować raczej od hektara.
  • Żaden gatunek nie jest łatwiejszy w kokosie. Najbardziej bolesne błędy pierwszego sezonu dotyczą wody i są takie same w truskawce, malinie i jeżynie.
  • Dwa gatunki w jednym obiekcie tylko w oddzielnych sekcjach nawadniania i z izolacją przy opryskach. Najlepiej prowadzić bloki z jedną uprawą.
  • Nie planuj sprzedaży na rynkach hurtowych. Realne kierunki to grupy producenckie i spółki handlowe albo własna sprzedaż detaliczna.
  • Największym zagrożeniem na kolejne lata jest brak ludzi do pracy, a drugim rosnąca podaż i trudniejszy zbyt.
  • Szukaj okienek cenowych i owocu premium, ale zachowaj ciągłość zbioru dla ludzi i odbiorców.

Najczęściej zadawane pytania

Od jakiego gatunku najlepiej zacząć uprawę bezglebową?

Najczęściej od tego, który gospodarstwo już uprawia i na który ma zbyt. Jeśli porównać sam efekt przejścia z gleby do podłoża, największą premię daje truskawka. Jednocześnie jej rynek jest najbardziej narażony na nadpodaż.

Czy uprawa bezglebowa na 10 lub 20 arach ma sens?

Jako start produkcji towarowej raczej nie. Taka ilość owoców jest za mała, żeby sensownie wyjść do odbiorcy, a stacja nawozowa za około 250 tys. zł nie zamortyzuje się na tak małej powierzchni. Wyjątkiem są gospodarstwa sprzedające owoce we własnych punktach detalicznych.

Który gatunek jest najłatwiejszy w uprawie bezglebowej dla początkującego?

Według Adama Borzęckiego żaden. Każdy gatunek ma swoje problemy, a najpoważniejsze błędy pierwszego sezonu dotyczą gospodarki wodnej. Są one tak samo dotkliwe w truskawce, malinie i jeżynie.

Czy można uprawiać truskawkę i malinę w jednym tunelu?

Można, ale tylko w oddzielnych sekcjach. Potrzebne są:

  • odrębne sekcje nawadniania i fertygacji,
  • izolacja zapobiegająca znoszeniu cieczy roboczej między uprawami,
  • osobny program ochrony zgodny z rejestracją dla każdego gatunku.

Gdzie sprzedawać owoce z uprawy bezglebowej?

W regionach skoncentrowanej produkcji przez grupy producenckie i spółki handlowe, takie jak Premium Berry. W regionach oddalonych od głównych zagłębi dobrze sprawdza się własna sprzedaż detaliczna. Adam Borzęcki odradza planowanie produkcji z myślą o rynkach hurtowych, bo ich rola maleje.

Jakie są największe zagrożenia dla upraw bezglebowych w najbliższych latach?

Na pierwszym miejscu brak ludzi do pracy, który jest też najtrudniejszy do rozwiązania. Drugim zagrożeniem jest rosnąca podaż owoców i coraz trudniejszy zbyt, zwłaszcza w standardowych terminach zbioru.

Opracowanie: Albert Zwierzyński, Doradca Jagodowy, 24 październik 2026

21 października 2026
Wszelkie Prawa Zastrzeżone © 2026 Doradca Jagodowy | Realizacja i projekt strony: Artyści Reklamy